Wstałam.... - 7:15
zaspana udalam sie do łazienki - okupowalam ja az tata na mnie nawrzeszczał mówiac "zaraz cie wyp... z tej łazienki" heheh
nastepnie spragniona porannej kawy udalam sie do kuchni - i kolejny problem " gdzie jest kawa???!!!" - proba poszukiwania kawy (na szczescie" zakonczyla sie powidzeniem :)
Dzien w pracy minął "prawie normalnie"- gdyby nie anomalia pogodowe, Koleznka z pracy stwiedzila o godzinie 15 ze juz jest wieczor i jutro zrobi to co ma zrobic ( wieczor - bo bylo ciemno jak w d....)
Nastepnie na placu solnym rozwalił mi sie moj nowy japonek..:/ szłam jak gyby nigy nic, az nagle poczulam ze niei mam buta..... Na szczescie szla za mną Magda i zaproponowala mi sie podwiezie mnie ze swoim Norkiem do domu - oczywiscie nie odmówilam, bo dziwnie by wygladalojak bym szla do domu w jednym bucie na nodze a z drugim w reku...
Kolena rzecz: Po powrocie do domku poczulam mały głód, chcialam otworzyc lodówke a tu bum.. kopnął mnie prad... zawolalam tate. Okazalo sie ze cos sie stalo zz naszymi gnazdkami ( co w stylu - faza na bolcu - nie zrozumialam o co chodzi - nie wnikalam. Po prostu chcialam aby bylo naprawione.;D